Czy my już prosimy się o problemy? (cz.4)

Czy my już prosimy się o problemy? (cz.4)

Jaki więc mamy interes w organizowaniu konferencji, której celem prawdopodobnie będzie agresywna polityka wobec Iranu? Co na tym zyskamy? Jak zapiszemy się w historii, jeżeli po tej konferencji wybuchnie wojna? Ewentualnie, czy chociażby na tym nie stracimy?

Niestety na pewno na tym nic nie zyskamy. Nasz rząd po klęskach dyplomatycznych związanych z ustawą o IPN i generalnym nieporozumieniu w relacjach z zachodem, zlikwidowaniu polityki ze wschodem, dramatycznie szuka sukcesów którymi będzie się mógł pochwalić przed wyborami. Stąd jak nadarzyła się okazja kiedy wielki brat, nasz prawdziwy suweren zza wielkiej wody, chce zorganizować konferencję. To my ochoczo użyczamy na nią miejsca! To nie było planowane przez naszą dyplomację, jest to działanie ad hoc, bez planu politycznego i scenariuszowania możliwych zagrożeń. W zasadzie jak cała nasza polityka zagraniczna od dawna.

[ prosimy się ]

Rządowe media nie mówią o tym, że pójście tutaj na rękę Amerykanom, powoduje że jeszcze bardziej oddalamy się od najważniejszych państw Unii Europejskiej, które mają zupełnie inne zapatrywanie na stosunki w regionie Bliskiego Wschodu. Zwłaszcza na możliwość utrzymywania relacji z Iranem. Niedawno Amerykanie zagrozili sankcjami wszystkim, którzy będą z tym krajem handlować, zarazem po wprowadzeniu tych sankcji dla handlu ropą wyłączyli z nich największych klientów Iranu: Chiny, Indie, Koreę Południową. Kto zatem został objęty sankcjami? Kraje Unii Europejskiej…

Prowadźmy dalej taką politykę, prośmy się o problemy – mamy ich mało? Skonfliktujmy się z Zachodem Europy! Przeszkadzamy Unii Europejskiej z której żyjemy w interesach z Rosją. Teraz dodajmy jeszcze swoje pięć groszy do blokowania relacji z Iranem. Pamiętacie państwo haniebne wycie polskojęzycznych mediów przed napaścią na Irak? Jak obiecywano nam kontrakty i dostęp do irackiej ropy, która miała być nasza?

Mamy wystarczająco dużo własnych problemów, nie potrzebujemy zapraszać do siebie problemów Bliskiego Wschodu.

Pragmatyka relacji kraju słabego, średniej wielkości powinna zakładać przede wszystkim „bycie przyjacielem wszystkich”. Zwłaszcza dlatego, bo szybciej możemy mieć większą wymianę handlową z Iranem, niż ze Stanami Zjednoczonymi. Chociażby dlatego, bo amerykański rynek jest ultra konkurencyjny, a Iran potrzebuje w zasadzie wszystkiego!

Poza tym wszystkim w polityce, jeżeli jest się słabym, to trzeba być minimalnie przyzwoitym. To niezwykle trudne we współczesnym świecie, który wyraża atawizm w bardzo wyrafinowany sposób, zawoalowany przez globalne ciążenia gospodarcze i wywoływanie kryzysów.

Nasza klasa polityczna nie jest w stanie poradzić sobie z banalnymi w sumie sprawami wewnętrznymi, których nie potrafi ułożyć w taki sposób, żeby nasze państwo działało sprawnie. Jednak w tak niesłychanie ochoczy sposób zabiera się z motyką na Księżyc!

Musimy wszyscy zrozumieć, że to nie jest błaha sprawa, nawet jeżeli będziemy w istocie zapleczem cateringowo-socjalnym konferencji, to jednak nazwa naszego kraju pojawi się we wszystkich mediach kultury języka arabskiego i perskiego. W efekcie od Maroka do Indonezji rozejdą się negatywne informacje na temat naszego kraju, wysługującego się amerykańskiemu imperializmowi.

Jeżeli ktoś zna jakikolwiek pozytyw z tego proszenia się o problemy niech napisze w komentarzach poniżej. Na pewno będzie to bardzo ciekawa dyskusja…

Ps. W komentarzach proszę uważać na nadużywanie nazw pewnego  małego bliskowschodniego kraju (nie chodzi o Liban).

Źródło: Obserwator Polityczny

Permalink do tego artykułu: https://www.wojna.info/prosimy-sie-o-problemy-cz-4/

Jak to skomentujesz?

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: