Cze 23 2017

Prowokacja samolotów NATO nad Bałtykiem – ile ta polityka nas kosztowała?

Kolejna prowokacja samolotów NATO nad Bałtykiem – ile ta polityka nas kosztowała?

Właśnie miała miejsce kolejna prowokacja samolotów nad Bałtykiem. Myśliwiec NATO, niestety należący do Polski zbliżył się na niebezpieczną odległość do samolotu Ministra Obrony Federacji Rosyjskiej.

prowokacja samolotów NATO photoZdjęcie z Sergey Melkonov Attribution-NonCommercial-ShareAlike License

Możliwemu nieszczęściu zapobiegła obecność potężnego rosyjskiego Su-27, po którego pojawieniu się pilot natowskiej maszyny oddalił się od samolotu pasażerskiego. Jak zwykle poszło o państwa bałtyckie, które mają nieustaloną granicę z Federacją Rosyjską, a nie są przepuszczani nad terytorium Litwy i muszą latać do Kaliningradu nad Bałtykiem. Jednak jak widać i to jest problemem dla NATO. Szczegóły nie mają znaczenia, latanie skrzydło w skrzydło przez myśliwiec obok samolotu tak ważnego ma swoją wymowę czysto polityczną, a ze względu na kontekst – ciągle ponawianych incydentów, jest kwintesencją prowokacji. Proszę się zastanowić jaki byłby krzyk, jakby to Rosjanie lecieli skrzydło w skrzydło obok samolotu transportującego polskiego polityka! W przestrzeni międzynarodowej po prostu latają różne samoloty, jaki jest sens wypalania paliwa, żeby towarzyszyć rosyjskim przelotom? Przecież to paliwo i tak importujemy z Rosji!

Jeżeli rzeczywiście doszłoby do wypadku, czy ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazić możliwe skutki? Zderzenie samolotu NATO z samolotem rosyjskiego Ministra Obrony? Przecież w locie skrzydło w skrzydło, wszystko może się zdarzyć. Samoloty lecą z dużą prędkością poddźwiękową, wystarczy odrobina nieuwagi, jakieś turbulencje – tragedia gotowa. Czy to jest wkalkulowane w scenariusz takiego zdarzenia? Czy ktoś może sobie wyobrazić w ogóle konsekwencje polityczne?

Sprawa ma jednak głębszy aspekt, albowiem jest to tylko czubek góry lodowej naszej antyrosyjskiej i rusofobicznej polityki. Czy ktoś w ogóle jest w stanie oszacować ile nas kosztowała polityka rusofobii? Ile straciliśmy przez wszystkie ostatnie lata? Wystarczy policzyć od katastrofy pod Smoleńskiem, wcześniej też nie było dobrze, ale to wtedy rozpoczęła się antyrosyjska histeria. 

Wymiana handlowa z Rosją jest dzisiaj prawie jednostronna, importujemy o wiele więcej, niż eksportujemy, a struktura naszego handlu jest taka, że Rosjanie mogą z łatwością znaleść substytuty dla naszych produktów, a my dla ich surowców nie za bardzo, a na pewno za o wiele wyższą cenę. Mechanizm jest banalny – jak rynek się zorientuje, że mamy zamknięte lub ograniczone możliwości podaży ze Wschodu, to surowce dla Polski będą o wiele droższe. Przedwczoraj pan Petro Poroszenko rozmawiał z panem Donaldem Trumpem o amerykańskiej pomocy gospodarczej, w tym był komunikat o dostawach węgla na Ukrainę. Czy chcemy do tego samego doprowadzić? Alogiczne, nieopłacalne, skomplikowane logistycznie kierunki zaopatrzenia? Zdaje się już kupiliśmy gaz i będziemy go kupować jeszcze więcej. Czy mając las obok domu, ma sens wozić drewno z innego odległego? Zwłaszcza, że wszyscy sąsiedzi kupują dokładnie tam, gdzie my nie chcemy? 

Właśnie ten ostatni aspekt jest druzgoczący dla wszelkiej naszej rusofobii gospodarczej. Gdyby bowiem Europa ograniczała swoje relacje gospodarcze z Federacją Rosyjską, jedynie do kupowania niezbędnych surowców – to można byłoby zrozumieć. Jednakże przecież eksport trwa w najlepsze, wielkie unijne koncerny budują kolejne fabryki w Rosji (np. branża motoryzacyjna). W konsekwencji oni korzystają z rosyjskiego rynku, nawet w świetle sankcji – a my, zupełnie się odcięliśmy. Ograniczając wymianę z powodów politycznych. Czy można sobie wyobrazić głupsze postawienie się w prowadzonej grze? Dodajmy na własne życzenie! Przecież możemy sprowadzać węgiel lub gaz z Marsa, nie ma z tym żadnego problemu, zresztą na Ukrainie jest bardzo rozwinięty przemysł kosmiczny – fantastyczne perspektywy kooperacji!

Chyba nie da się oszacować straconych szans? Zwłaszcza, że to nie tylko straty w bezpośredniej wymianie handlowej, ale także straty tego, co moglibyśmy zyskać w Europie, gdybyśmy byli przewidywalnym i stabilnym partnerem, na którym mogłaby się opierać europejska polityka wschodnia. 

Wnioski są jednoznaczne – zmierzamy w kierunku katastrofy. Jeżeli będziemy prowadzili działania na rzecz konfliktu, to on się pewnego dnia wydarzy. To tylko kwestia czasu, kiedy dojdzie do nieszczęścia. O normalizacji, korzyściach i współpracy to nawet nie ma co myśleć. Warto jednak się zastanowić w jakiej to sytuacji stawia nas wobec sojuszników i partnerów na Zachodzie?

Źródło: Obserwator Polityczny

Permalink do tego artykułu: https://www.wojna.info/prowokacja-samolotow-nato-nad-baltykiem/

Co o tym sądzisz?

Bądź pierwszy(sza)!

Powiadom o
avatar
999
wpDiscuz
%d bloggers like this: