Wybuch otwartego konfliktu zbrojnego z udziałem Iranu, Stanów Zjednoczonych i Izraela na przełomie lutego i marca 2026 roku postawił Japonię w najtrudniejszej sytuacji gospodarczej od dekad. Kraj Kwitnącej Wiśni, mimo prób dywersyfikacji źródeł energii, wciąż pozostaje zakładnikiem stabilności na Bliskim Wschodzie.

Energetyczne „być albo nie być”
Japonia nie jest państwem samowystarczalnym energetycznie. Według danych z początku 2026 roku zależność od ropy z Bliskiego Wschodu sięgnęła rekordowego poziomu 95,1%. Kluczowym punktem zapalnym jest cieśnina Ormuz: to właśnie przez to wąskie gardło przepływa ponad 80% japońskiego importu ropy oraz znaczna część skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Obecna blokada lub choćby samo zagrożenie atakami na tankowce w cieśninie sprawiły, że ceny ropy typu Brent błyskawicznie skoczyły powyżej 85 USD za baryłkę, a najczarniejsze scenariusze Nomura Research Institute przewidują wzrost nawet do 140 USD. Dla japońskich firm oznacza to drastyczny wzrost kosztów produkcji i logistyki, co bezpośrednio przekłada się na ceny towarów na półkach sklepowych.
Gospodarka na krawędzi stagflacji
Bank Japonii (BOJ), kierowany przez Kazuo Uedę, znalazł się w potrzasku. Z jednej strony rosnąca inflacja (spowodowana kosztami energii) wymusza podwyżki stóp procentowych, z drugiej zaś ryzyko recesji jest realne. Pierwsze reakcje giełdy w Tokio były gwałtowne: indeks Nikkei odnotował spadki przekraczające 2% już w pierwszych dniach marca.
Eksperci wskazują na trzy kluczowe zagrożenia:
Deterioracja terms of trade: Japonia musi płacić znacznie więcej za import surowców, co pogłębia deficyt handlowy.
Przerwanie łańcuchów dostaw: Japoński przemysł motoryzacyjny i elektroniczny opiera się na stabilnych dostawach, które teraz są zagrożone przez drastycznie wyższe stawki frachtu i konieczność omijania strefy wojny.
Spadek konsumpcji: Rosnące rachunki za energię elektryczną i paliwo drenują portfele Japończyków, co uderza w popyt wewnętrzny.
Dyplomatyczny balans premier Takaichi
Rząd premier Sanae Takaichi stoi przed ogromnym wyzwaniem. Japonia tradycyjnie utrzymywała poprawne relacje z Iranem, starając się pełnić rolę mediatora. Obecna eskalacja i amerykańsko-izraelskie uderzenia na irańskie obiekty nuklearne zmuszają Tokio do opowiedzenia się po jednej ze stron, co może na stałe zamknąć drogę do dyplomatycznego uspokojenia nastrojów w regionie.
Mimo że Japonia posiada rezerwy ropy wystarczające na około 254 dni, zapasy LNG są znacznie mniejsze (wystarczą na zaledwie kilka tygodni). Przedłużający się konflikt nie jest jedynie problemem finansowym, lecz staje się bezpośrednim zagrożeniem dla ciągłości funkcjonowania państwa.