Proszę przestać myśleć że już NIGDY nie będzie WOJNY

Proszę przestać myśleć że już NIGDY nie będzie WOJNY!

Fragment tekstu źródłowego - kliknij w tytuł lub źródło (pod tekstem) by przeczytać całość

Proszę przestać myśleć, że już NIGDY nie będzie WOJNY. Nie znaczy to jednak, że trzeba zacząć myśleć takimi kategoriami, jakby miała ona wybuchnąć dzisiaj wieczorem. Oba typy myślenia są destruktywne, redukcyjne i w swojej istocie odwołują się do jednego i tego samego modelu zdarzeń, który nie odzwierciedla pełni spektrum możliwych do pojawienia się wariantów i scenariuszy. Problem polega bowiem na tym, że stan, w którym ryzyko zaistnienia wojny, może przez długi czas, być o wiele bardziej prawdopodobne niż podtrzymanie stanu pokoju.

Problem ten wynika z przyłożenia zasad Teorii Gier, do politologii, w czym wielką zasługę mają także polscy uczeni (Z. Pietraś „Decydowanie polityczne” – to lektura obowiązkowa dla każdego czytelnika tego portalu – naprawdę warto się wysilić, książkę zdobyć, trzeba koniecznie przeczytać). Szkoda, że politycy w Polsce, nie przywiązują do tych zagadnień właściwej wagi. W skrócie chodzi o umiejętność budowy schematów koncepcyjnych w sposób umożliwiający zachowanie się wszystkich znanych uczestników gry. Przy czym analiza strategiczna przy wykorzystaniu Teorii Gier ma tą wadę, że zakłada a priori – skorelowanie strategii, tj. taki przypadek, że gracze w podobnych okolicznościach mając przed sobą analogiczne sytuacje decyzyjne zachowają się w sposób optymalny, podejmując decyzje minimalizujące ryzyko. W realnej polityce trzeba na to brać poprawkę, bo czy to populizm, czy to przypadek, czy też prowokacja (wpływ) czynnika trzeciego, nie biorącego udziału w grze – może spowodować, że zwykła równowaga będzie w danym układzie niemożliwa. Wniosek z tego jest mniej więcej taki, że w ocenie prawdopodobieństwa wystąpienia wojny, nie można być w pełni logicznym, matematycznym i przewidującym, ponieważ nie da się wszystkiego przewidzieć. Tu nie chodzi też o zwykły przypadek, od tego jest teoria prawdopodobieństwa, tu chodzi o umiejętność prowadzenia gry, na raz na wielu poziomach. Wystarczy pobieżnie prześledzić historię, proszę wysilić pamięć i zastanowić się, czy ktoś widział jakąś, jakąkolwiek logikę w tego typu wojnach jak np. wojna Finlandii z ZSRR, wojna w Afganistanie (ta ostatnia), czy też w „Zimnej Wojnie”?

Wojna jest zjawiskiem tak dynamicznym i skupiającym w swoich przyczynach tak skomplikowane i złożone struktury różnych wiązek decyzyjno-warunkowych, że o wiele bezpieczniej jest założyć możliwość jej wystąpienia, niż przyjąć postawę pacyfistyczną. Zwłaszcza, jeżeli ma się trudne doświadczenia w kontekście prowadzenia wojny, w szczególności stosunkowo świeże.

Wojna w naszym otoczeniu, sięgająca także Polski, może się wydarzyć z przyczyn, na które nie będziemy mieć w ogóle wpływu, a do których niestety przyłożyliśmy swoje 5 gr, poprzez złą politykę wschodnią, której największą wadą było założenie, że wojny nie będzie, że okradany nie będzie się bronił! Z tego typu naiwnością trudno jest w ogóle mieć do czynienia w historii, zaskakuje to że politycy z kraju tak doświadczonego przez dynamiczną rzeczywistość, nie byli w stanie przewidzieć oczywistych konsekwencji swoich decyzji i działań. Dla zobrazowania zachowanie się polskiej dyplomacji można porównać do włożenia ręki do maszynki do mięsa, dociśnięcia a następnie, przy pełnej świadomości włączenia włącznika. Przecież to musi zaboleć, musi pójść krew, musi zadziałać żelazna logika. Co trzeba było mieć w głowie, żeby nie widzieć podejmowanego ryzyka? Czy to perspektywa z nowojorskich apartamentów zakłóciła percepcję i wykluczyła zdolność przewidywania prostych konsekwencji i ich następstw oraz dalszych konsekwencji, tych wielokrotnie złożonych?

Niestety, te konsekwencje, których dzisiaj sobie jeszcze nie uświadamiamy, mamione naiwnymi majaczeniami niektórych polityków w Polsce o jakichś jabłkach, „Nocnych Wilkach”, potrzebie obrony cywilizacji europejskiej, która się rzekomo dokonuje na Ukrainie i innych temu podobnych idiotyzmach – mogą się o nas upomnieć pewnego poranka. Przy czym kwestią wtórną jest to, czy zobaczymy doborowe pancerno-zmechanizowane związki taktyczne ciągnące tradycyjnym szlakiem chwały i zwycięstwa swoich ojców i dziadków ze Wschodu na Zachód, czy też panów przeświadczonych o wyższości cywilizacji zachodniej nad pośrednim motłochem, przemieszczających się szybko z Zachodu na Wschód. To w ogóle nie ma znaczenia, w zasadzie nawet byłoby dla sytuacji dobrze, żeby się to po prostu wydarzyło i od razu jesteśmy w nowej rzeczywistości.

Problem jest o wiele bardziej złożony i skomplikowany, albowiem tutaj może się nic nie wydarzyć, a my możemy wojnę przegrać, nawet nie wiedząc, że byliśmy zaatakowani. Niestety na tym polega dzisiejsza skala zagrożeń.

Wojna bowiem może się toczyć na płaszczyźnie sterowania niemożnościami dla naszej przestrzeni społeczno-gospodarczej, jaka jest dokonywana na bieżąco w ramach kolejnej partii globalnej rozgrywki. Nasz problem polega na tym, że dla naszych partnerów, czy też podmiotów, dla których chcielibyśmy być partnerami na Zachodzie, jesteśmy jedynie zapleczem, buforem i zasobem. Niczym więcej, nie widzą w nas wartości dodanej, nie widzą w nas – kultury, istotnego wkładu w rozwój własnej cywilizacji, którą zaszczepili nad Wisłą ponad 1000 lat temu! Można powiedzieć, co uwaga będzie szokujące dla wielu państwa czytelników, że eksperyment z państwowością polską, opartą na rdzeniu chrześcijaństwa zachodniego z całą późniejszą jego ewolucją, tutaj się nie powiódł. Tak uważa wielu intelektualistów w krajach położonych za naszą zachodnią i południowo-zachodnią granicą. Nie ma znaczenia jak to będą ukrywać, ale to po prosty wycieka z pomiędzy liter i akapitów ich sposobu opisywania współczesności. Nie istniejemy jako podmiotowość kulturowo-cywilizacyjna „z przyszłością” dla Zachodu. Trzeba to sobie uświadomić, ponieważ to rodzi przerażające konsekwencje. Owszem jesteśmy buforem i zasobem, te się odpowiednio umacnia i kształtuje – i na to jest obliczona polityka naszych „partnerów” w stosunku do Polski. Otworzyć oczy na Zachód, oznacza umieć dostrzec to, jak Zachód postrzega rolę, miejsce, znaczenie i w ogóle stan Polski za lat 30-60-160 lat? Problem polega na tym, że Zachód w ramach swojego paradygmatu powojennego współistnienia, nie wypracował niczego, co gwarantowałoby wartość dodaną, zdolną do skonsumowania ryzyka, wynikającego z systemowych obciążeń. Z tego powodu jest skazany w najlepszym wypadku, na kontynuację scenariusza – wypadkowej swoich narodowych optyk i realizacji celów, właśnie z punktu widzenia tych krzywych postrzegania. W tym kontekście, jeżeli odrzucimy na chwilę wolnościową nadbudowę, to Zachód, a w szczególności Unia Europejska jest nadal jedynie zbiorem atawizmów, tylko najpoważniejsi gracze zamiast wysyłać na siebie czołgi i samoloty, wolą negocjować w ramach ustalonych zasad, na wspólnym boisku, ponieważ Unia Europejska niweluje koszty ryzyka wynikającego z przewartościowania, czy też jak kto woli wywrócenia stoliczka na którym stoi plansza do gry. Niestety jednak nawet Unia, ani Zachód nie działają w próżni, a czasy „polityki kanonierek” się już dawno skończyły. Chińczycy nie będą przyjmować opium w zamian za srebro, tylko dlatego bo wielki biały człowiek, tego sobie życzy! Póki co jeszcze przyjmują bezwartościowe amerykańskie papiery dłużne, ale widocznie mają w tym jakiś cel, odpowiadający ich strategii.

W naszym przypadku margines błędu jest tak wąski, tak mizerny i tak ryzykowny, że nie możemy sobie pozwolić, ani na stratę czasu, ani na stratę możliwych korzyści. Powinniśmy podejmować tylko i wyłącznie takie decyzje, które oznaczają wartość dodaną, poprawę jakości, zmianę systemową, ograniczanie kosztów. W tym kraju, w takich warunkach geostrategicznych – dzień bez reform (zmian) jest dniem straconym!

...

Czytaj dalej na Proszę przestać myśleć że już NIGDY nie będzie WOJNY.

http://obserwatorpolityczny.pl/

No comments yet