Czy rzeczywiście rośnie ryzyko wojny? (cz.1)
Written by krakauer, 13 listopada 2018
Czy rzeczywiście rośnie ryzyko wojny? Czy może ono zawsze było takie samo? Może wreszcie wojna może dosięgnąć tłustego Zachodu? Stąd nagle taka refleksja u przedstawicieli najbogatszych krajów Zachodu? Angela Merkel, najwyżsi przedstawiciele ONZ, czy liczne komunikaty w mediach społecznościowych nadawane przez samego pana Trumpa. Dużo autorytetów wypowiada się na temat wojny, co jest symptomatyczne. Ponieważ wcześniej, nawet jak Zachód bombardował i podpadał była mowa co najwyżej o „operacji pokojowej”, „niesieniu demokracji” lub innym uszczęśliwianiu lokalnej ludności, oczywiście wyczekującej demokracji i jej zdobyczy jak śmieciowe jedzenie lub zadłużenie się.

Konflikty są wszędzie – przestępczość niszczy państwa
Przyjrzyjmy się więc światu w poszukiwaniu najbardziej zapalnych regionów i syntetycznie określmy czynniki niestabilności. Ameryka Północna jest bezpieczna. W Ameryce Środkowej trwa wojna państw z przestępczością, która może je destabilizować. W Ameryce Południowej jest mozaika niestabilności, w tym stare konflikty, zamrożone od lat np. pomiędzy Boliwią a Chile. Z globalnego punktu widzenia najbardziej istotny jest możliwy konflikt Argentyny z Wielką Brytanią o Falklandy/Malwiny. Źródłem zagrożeń w tym regionie jest amerykański popyt na narkotyki oraz pozostałości polityki kolonialnej.
Libijskie wyzwanie i wszędzie Chińczycy
Afryka to ognisko niestabilności, które w połączeniu z gwałtownym wzrostem populacji będzie stałym źródłem niepokojów. Na szczególną uwagę zasługuje Libia oraz uśpiona wojna domowa w Algierii, to są najbardziej niebezpieczne źródła zagrożeń z punktu widzenia Europy. Kluczowym źródłem zagrożeń jakie się tam indukują jest wpływ sił zewnętrznych, w tym zakresie poza zachodnimi koncernami i ich armiami najemników, kluczowa jest obecność Chińczyków. Jeżeli nie uda się ustabilizować Libii, to nadal grozi nam masowa migracja z Afryki. Jeżeli zaś chodzi o klasyczne wojny w znaczeniu państwo-państwo lub wojny domowe, to są one prawdopodobne tam wszędzie. Zwłaszcza tam, gdzie są surowce do podziału.
Broń jądrowa na Bliskim Wschodzie?
Bliski Wschód to wieczna niewiadoma. W tej chwili oczy zwrócone są na Iran, jednak nie można zapominać o wygasających konfliktach w Syrii i Iraku oraz wojnie w Jemenie, o której świat nie chce słyszeć. Na tym tle konflikt izraelsko-arabski jawi się już jako ustabilizowany, chociaż tak wcale nie jest i w każdej chwili tam możliwa jest wzajemna rzeź. Jednak to sytuacja wokół Iranu jest prawdziwym zagrożeniem. Czarno-biała sytuacja lansowana przez Zachód, gdzie próbowano wmówić światu, że Iran jest tym „złym” istotnie się skomplikowała po zaszlachtowaniu przez Saudyjczyków swojego obywatela w konsulacie na terenie Turcji. Elementem układanki, który stabilizował region był Irak, niestety ten kraj został zniszczony, w tym jego potężna armia.
Iran jeżeli chce być bezpieczny musi w sposób skryty wejść w posiadanie broni masowego rażenia. Środki przenoszenia – w sumie całkiem zaawansowane już ma. Jak zrobi to Iran, to natychmiast własnej broni jądrowej będzie potrzebowała Arabia Saudyjska, Turcja i Egipt. O ile Iran jest pomimo sterowania przez czynniki ideologiczno-religijne jednak demokracją, to Arabia Saudyjska z tą formą rządów nie ma nic wspólnego. Proszę się zastanowić, w rękach władców którego kraju broń jądrowa jest bardziej niebezpieczna? W tym regionie skupia się uwaga świata, warto zwrócić uwagę na pokojowe wysiłki Rosji w Syrii.
Skala niepewności w tym regionie jest już w zasadzie losowa, a niebezpieczeństwo polega na tym że w tym kotle miesza pewien mały bliskowschodni kraj (nie jest to Liban). Jego możliwości są wręcz niewyobrażalne, a na pewno o wiele większe, niż się nam powszechnie wydaje. Przykładowo proszę sobie zadać pytanie – dlaczego w zasadzie nie był atakowany przez islamistów z ternu Syrii? To jest prawdziwy fenomen, będący realnym probierzem tamtych konfliktów. To nie jest prosta szachownica – nasi i wrogowie. Tam wiele dzieje się jak w teatrze lalek, nigdy nie wiadomo czyją się jest „pacynką” lub kto pociąga za sznurki.
Jutro zapraszamy na część 2-gą a pojutrze na 3-cią.